niedziela, 30 grudnia 2012

SIS i UROCZY DR. DOLITTLE

Sis umówiła się na kolejną randkę ze studentem weterynarii poznanym na portalu randkowym. 
- To naprawdę dobry człowiek. Jest zupełnie inny od moich dawnych mężczyzn  Jedynak, pełna kultura, wie czego od życia oczekuje, z pasją dąży do wyznaczonych celów. Wyróżnia go tez brak ...iskrzenia miedzy nami, permanentny brak czułości. Nie chce osadzać Go jednak po tak krótkim czasie-jest bowiem odmianą, na którą czekałam. Postanowiłam dać nam szansę i takim sposobem już za kilka dni... będziemy razem gotować u mnie w domu.
- Będzie bara bara
- Nawet o tym nie myślę  Daleka jestem do tego, nie dlatego że stałam się nagle dziewicą, ale on mnie nie pociąga ..na razie - odpowiada, po czym czuje się w obowiązku wytłumaczenia - Nie potrafię wybierać facetów, co widać w moim związkowym Cv - chorych i toksycznych związków. Może własnie tego mi trzeba...związku dobrego, miłego, bez konfliktów. Takiego związku jaki bym miała z moją pierwsza miłością, którą rzuciłam dla żądzy...chorej manipulacji. Może los chce mi dać szanse, poprawy? - zapytała retorycznie
Czy naprawdę da się sprzątnąć zakorzeniony typ mężczyzn pod dywan?
Zawrotny i wesoły rytm czyli fala rytmicznie uderzająca w namiętność potrafi zawirować w głowie...nad Chopin'em trzeba się zatrzymać na dłuższą chwilę, wsłuchać się, wytężyć całe ciało... ale potrafi ukoić, zahipnotyzować nadać rytm sercu  
Mr. Dolittle to ścieżka słabo wydeptana przez Sis. Jestem z niej dumna, ze w końcu postanowiła spróbować dać się ponieść Chopin'owi, tzn. Mr. Dr.Dolittle, posuwać się wolno w nieśpiesznym rytmie dążąc do głębokich uczuć
Ps. Chyba jednak przekonałam się co do słuszności randki z Mr. Króliczkiem. Randki z mężczyzną, przy którym z pewnością nie spłonę z pożądania. 

poniedziałek, 24 grudnia 2012

ŚWIĄTECZNIE


sobota, 15 grudnia 2012

O CO IM CHODZI? - CIĄG DALSZY-SKOŃCZONY

Mój brat umówił się na randkę. Jego lubą okazała się dobra znajoma Pana X. Nie obyło się zatem bez relacji oraz bonusów w postaci nowości na Jego temat. Szlag! Moja niepoczytalność sięgnęła zenitu. Napisałam do Mr. Kroliczka...a w głowie szybowała jedna WYNIOSŁA myśl: UDOWODNIE SIS I CAROLI, ŻE NIE MAJĄ RACJI, CO DO PANA X! 
- Dobry wieczór - wystukałam na klawiaturze sms'a
- O cześć księżniczko. Myślałem o Tobie.
- To miłe, ale musimy zmaterializować nasze smsy - przeszłam do czynów
- Materializujmy szefowo 
I takim trywialnym sposobem zaprosil mnie na weekend do Wisły. Rzecz jasna nie przyjęłam "nęcacego" zaproszenia tłumacząc się pracą. W zamian umówilismy się na 'r-a-n-d-k-e'

Nie skazujcie mnie na wieczne potepienie, jestem tylko kobietą. 
Potrzebowałam potwierdzenia niczym narkoman działki. Nie ważne, ze Mr. Króliczek to przeszłość i pod żadnym pozorem nie powinnam do Niego pisać. Nie ważne też, że wzniecanie po raz czwarty brazylijskiej telenoweli, wręcz tasiemca z Nim w roli głównej jest mi tak potrzebna jak owsiki. Wiem o tym i bije się w pierś (x2;)
I na koniec odpisał Mr. High. Co? Co? NO COOOOOOOOO? Tak, napisałam też do Niego. Jedno potwierdzenie nie jest warte tyle co dwa. Ha!
Odpisał niepoprawną polszczyzną, nie dając mi szans na zrozumienie. Totalny bełkot z wirtualnymi minkami, skrótami i innymi pierdołami (Postanowienie noworoczne: zacznę uczęszczać na kurs języka internetowego. ZAPISANE!)Na szczęście wśród całej sfikskowanej góry cyberskrótów wyczytałam, to co chciałam wyczytać. 
W chwili posiadania dwóch niezbitych dowodów na to iż nie jestem "zaschnietą samotnią" czekającą na kolejny odcinek ARCHIWUM EX, nie omieszkałam zadzwonic do Sis i Caroli z tą urocza wiadomoscią. Randka z Mr.Króliczkiem to rachunek, który musiałam wystawić tym dwóm meduzom.
Yeeeeeeaaaah! - usłyszałam ich radosne okrzyki
Cisza! Własnie UDOWADNIAM SOBIE, ZE NIE CZUJE NIC DO PANA X!

niedziela, 9 grudnia 2012

CZY SAMOTNOŚĆ MOŻE DOSKWIERAĆ BEZ MOJEJ WIEDZY?

Przecież, gdybym potrzebowała mężczyzny, odświeżyłabym pewne kontakty. Jeśli tego nie czynie to znaczy, że nie jestem samotna! I BASTA!
Czyż nie?
A gdyby tak...Pan X. A sio! A sio! A sio, sio, sio, S I O! Ojojoj!
Kochana, gdzie Twoje poczucie własnej godności! Próbuję wyperswadować żałosne myśli. O nie. Dlaczego On mi to robi? Dlaczego ja sobie to robię
Miałam nie spotykać się z mężczyznami takimi jak Pan X. Zarozumiałymi, pewnymi swoich racji, facetami przy których czuje się jak księżniczka w złotej klatce (czyt. bezbronna, zależna nic nie znacząca kobieta). Boże! Nie mogę się spotykać z Panem X. Nie mogę nawet myśleć w taki sposób! Nie. Nie. Nie. Poważnie martwię się o siebie, o moje ambicje, moralność, perspektywy zawodowe i przyszłość (dom, drzewo, dzieciaczki) Bezwiednie kwiczę niczym świnia. Tak, to idealne porównanie. Świnia wszystko "schruma", wszystkie resztki, tak jak ja... bo najwyraźniej tylko ex-seks mi w głowie. 
Nie mogłam zasnąć zastanawiając się co by było gdyby...Nawet trzy sztuki cudownie usypiających tabletek (których zapas w zastraszającym tempie się kurczy) nie pomogło zakończyć mojego procesu myślowego  Ha! PIGUŁKI ZACZĘŁY PRZEMAWIAĆ! Tak. Taaaaaaaaaaaaaaak!
KOBIETO, SKOŃCZ Z TĄ KONTROLA! Jesteś dorosła! Czym Ty się przejmujesz? Pieprz wszystko i sama się pieprz...np. z Nim! Spójrzmy prosto w oczy. Mr. High rozbudził w Tobie drzemiący, nieokiełznany popęd płciowy, spijaj z tej znajomości śmietankę ..z innych. Ha, ha, hahahaha! Korzystaj. Szczytuj. Wiwatuj. Chyba, że chcesz znowu wrócić do jaskini. Szlag by to trafił! Wolisz realizować się duchowo czy seksualnie? Grzeczne dziewczynki nocami wstrzykują sobie dożylnie czekoladę, niegrzecznym wstrzykuje się spermę. VIVAT!
Jestem OKROPNA! Chrum, chrum!
Mam nadzieję, że moja terapeutka wybaczy mi, że znowu o Nim wspominam. Ok, okeeeeeey, nie mam terapeutki, chociaż powinnam ją mieć, ze względu NA MOJE ODCHYŁY...

piątek, 7 grudnia 2012

NIE ŚWIĘTY MIKOŁAJ-HO HO HO!

Wysłaliście list do Świętego Mikołaja?
Spełnił Wasze życzenia?
Odkąd skończyłam swój trzy-tygodniowy, pikantny "związek" z Mikołajem mam dość ...niespodzianek i prezentów.  

sobota, 1 grudnia 2012

O CO IM CHODZI!?

Na samym początku muszę wspomnieć o tym, iż o ostatnich ekscesach z Panem X nie wspominałam NIKOMU.
Wczoraj, ok 19:30 rozległ się dźwięk dzwonka. Kiedy drzwi się otworzyły, Carolina i Sis wparowały do mojego mieszkania świergotając o Panu X. !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Dajemy Wam pół roku - prawie równo zawyrokowały usadawiając się na kanapie w gościnnym pokoju
Wytężyłam słuch, by lepiej zrozumieć słowa.
- Ależ skąd! Jezu Chryste. Co Wy wygadujecie? Dlaczego mi to mówicie! Czy ja o Nim wspominam?!- szukałam potwierdzenia poczatkowo spoglądając na Sis potem na drugą wariatkę, Carole. Przyznały mi rację-nie mogło być przecież inaczej! Na nic się to jednak zdało. Nie wiedzieć dlaczego, ale nie zaprzestały tej farsy - Ja naprawdę nie chcę, by powietrze pachniało dobrze znaną woda kolońską. Jeśli już, to jedyne o kim myślę to Mr. High!
- Przestań. On jest porażką - Sis aż się wzdrygnęła
- Jutro loguję się na nowo na portalu "sesese", by Wam udowodnić, że mnie i Pana X nic nie łączy i nie będzie łączyć! - powiedziałam tracąc cierpliwość. Byłam szczerze rozdrażniona
- To żadne potwierdzenie - skwitowała Carola
- To jak melodramat. On ją kocha.Ona go kocha, a nie mogą być razem - Sis teatralnie zaczęła tłumaczyć Caroli zaistniała sytuację
- No wiecie co?! Kobiety, co Wy wygadujecie? Piłyście? - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę - Pan X  ma dziewczynę!
- Przestań! Wypytuje o ciebie niczym bohater romansidła. Poza tym, każdy wagonik, da się odczepić w imię prawdziwej miłości
- Zawsze, kiedy przychodzi do mnie do biura w celach marketingowych, nie może przestać pytać o Ciebie - Carola potwierdziła słowa Sis
- Ja nie mogę z Nim być! Od tego feralnego dnia, bardzo się zmieniłam! Ja nie jestem już tą samą osobą! Ja pragnę założyć rodzinę, chcę mieć dzieci! On był na to uczulony! - prawie wykrzyczałam
- Czy Ty wiesz, że On ma psa? - ze stoickim spokojem zapytała Carolina
- Przyznaje. To OGROMNA zmiana, jak na Niego-mil
owy krok naprzód.... - pokręciłam dla potwierdzenia głową
- Pokazał mi zdjęcia, bardzo się o niego troszczy...
Nie. Nie. Nie!

Meduzy parzą mnie za każdym słowem!
Uwielbiam te czarownice (pomimo oszałamiającej niekompetencji w temacie), ale każda cząstka mnie odczuwała silną potrzebę uderzenia je w twarz. Słuchanie ich bowiem było niczym słuchanie fałszywego rytmu do dobrze znanej piosenki. To nie trzymało się kupy!
DLACZEGO ONE NIE ZAUWAŻAJĄ MOJEJ MINY? Skąd te sugestie, Eeeeee
Kto jak nie One, powinny najlepiej wiedzieć, że na każdą wzmiankę o Panu X reaguje w taki a nie inny sposób. W tej sytuacji, mam wrażenie jakby nikt inny poza mną nie zdawał się zauważać, jaką niechęć wykazuję w tej materii i co gorsza obawiam się słów które zostaną zasiane we mnie. TEN ból, TE wspomnienia są silniejsze ode mnie-mają moc niszczenia. HELP!
Muszę je oddelegować na inną planetę, ale, ale, ale, ale... CHWILA! 

Słyszałam o strasznych przypadkach wycieńczenia całym tygodniem pracy. Dzisiaj sobota, czas regeneracji. poprzez kultową "głupawkę". Czy moje kochane wariatki dopadło to schorzenie? To by wyjaśniało wiele rzeczy...
Pan X? Won! Won! Won? C-H-O-L-E-R-A-!

niedziela, 25 listopada 2012

WSPÓŁCZESNY SUPER MAN-SKĄPE WYOBRAŻENIE PANA X

O wspaniałych mężczyznach wolę czytać, niż mieć do czynienia z ich realnymi odpowiednikami.
Ułożylas sobie jakoś życie, czy nadal ubolewasz nad końcem naszego związku? - wyparował i wzniósł się w niebo, Pan X-romantyczny bohater bestsellerowego wydania romansu roku 2011 pt:"Współczesny Super Man" Opowieść o mężczyźnie który rzuca swoją dziewczynę po siedmiu latach związku bez podania przyczyny. Jako rasowy romantyk, czyni to z samego rana, po upojnej nocy z Nią. W rolę chusteczek mających otrzeć Jej łzy wcielają się słowa: "To był Nasz najlepszy sex" Czy wszystkie prawdziwe historie miłosne posiadają tak namiętny i emocjonalny happy end?
Ułożylas sobie jakoś życie, czy nadal ubolewasz nad końcem naszego związku? O KUR**ka! 
On naprawde jest przekonany, że moja prawa półkula mózgu wzmocniła swoją wartośc emocjonalną, co więcej została przypisana Jego osobie! Minęło prawie półtora roku, odkąd definitywnie zamknął rozdział "MY', a nadal myśli, że jest w epicentrum mojego życia. Super Man. Bohater. 
Mam nadzieję, że nie wszyscy Super bajeczni bohaterowie są tak zabawni, spontaniczni i nieprzywidywalni...
Mogłabym mu napisać co o tym myśle, ale jak zwykle wybieram łagodny ton z nutką lekcewagi . Moja romantyczna natura żyje swoim życiem, w związku z czym, preferuje partię słodkich niedomówien niż ostry impuls krytykanctwa.
Czy wszystkie partnerki współczesnych Książąt vel Super Man'ów zostaną wyrzucone z bajki przed happy-end'em? Rychły koniec zapisany jest w każdej lini życia kobiet które kochają za bardzo, za długo, zbyt prawdziwie? Włącza się cynizm-w tej sytuacji na nic innego mnie już nie stać.
"Mężczyzna. To jest bardzo przydatna cecha, głównie u facetów" - Wojciech Mann 

niedziela, 18 listopada 2012

TEN KTÓREGO IMIĘ, ZABRANIA SIĘ WYMAWIAĆ - ARCHIWUM EKS

Zastanawiam sie, jak napisac o pewnym osobniku płci męskiej, nie wspominajac o Nim. Nie sądzę, że tak się da! Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
Przez ponad półtora roku udało mnie się własciwie nie wspominac o Nim, chociaż pobudki do tego były: 1) coś naskrobał w sms'ie 2) podszedł/porozmawiał, kiedy bawiliśmy się  na tej samej imprezie 3) wypytywał o mnie inne osoby...Nie pisałam o tym, bo uznałam, że Jego temat na tym blogu skonczył się wraz z moim odrodzeniem, czyli z chwilą odkąd zaczęłam iść torem własnej realizacji - dzięki czemu stałam się samodzielną, niezależną kobietą. Ahhh, życie. 
W poniedziałek zjawiłam się na oddziale szpitalnym, korekta oczu. Owe zdarzenie włożyłam do folderu: KIEPSKIE DNI, gdyż skomplikowało doszczętnie moją sytuacje w pracy. Oczywiście, wszystko starałam się poukładać. Przełozylam terminy spotkań, wszystko wydawało sie pod kontrolą. Podczas pobytu na oddziale, od samego rana, byłam bombardowana badaniami, bowiem kolejnego dnia miała odbyć się operacja. I BUM! Pod koniec dnia pojawiły się komplikacje, które natychmiast wykluczyły mnie z operacji. Byłam roztrzęsiona. Ze strachem spostrzegłam, że powodem nie był sam fakt zmiany terminu (chociaż czekałam na te operacje 5 lat i kiedy dowiedziałam się, że mogę ją w koncu przeprowadzić nie posiadałam się z radosci) a sam fakt PRACY. Wszystkie skrzętnie uporządkowane terminy runęły niczym mur berlinski...wobec czego od nowa zacznie się układanie terminów. 
Źle, bardzo źle. Ogarnęła mnie panika, doszczetna, przeszywająca całe ciało, każdą komórkę z osobna porażająca panika. Trzy nowe koleżanki z oddziału, cudowne seniorki, pocieszały z całych sił. To samo czyniła mama, kiedy do niej zadzwoniłam, Asja, Sis i bracia. Tyle osób zdarzylam "obdzownić" w drodze powrotnej. Dzieki tym rozmowom, moje przerażenie w 20 % przerodziło się w siłę by stawiać kroki do mieszkania. Pozostałe 80% wraz z zakmknięciem drzwi na klucz, powaliło mnie. Chciałam tylko spać. Zasunęłam żaluzje, kryjąc przed oczami promienie słonca. Zaaplikowałam cztery tabletki nasenne i zapakowałam sie do łózka.
"Bratnia dusza, rozpaczliwie potrzebuje BRATNIEJ DUSZY!"
"Co slychać u Ciebie? Pozdrawiam" - otrzymałam wiadomośc tekstową opieczętowaną toksycznym imieniem, które de facto zdąrzyłam wymazać szczęśliwie ze swojej pamięci
Odpisałam z udręczonym wyrazem twarzy (ufff, jak dobrze, że tego nie widać). NIE BYŁAM POCZYTALNA, tak ten wybryk stukania na klawiaturze białego blacberry, tłumaczę. Po chwili otrzymałam kolejną wiadomość, która ewidentnie wskazywała, że się MARTWI O MNIE...?!?!? Nie odpisałam. Tabletki zaczęły działać. Zasnęłam. Rankiem, troszkę pożałowałam mego wybryku. Nie na długo...Złapał mnie na FB. wypytując o wszystko. Kompletnie wszystko. Moje odpowiedzi byly powściągliwe. W pewnej chwili zapytałam, czy czasami nie prowadzi wywiadu dla jakiejś lokalnej gazety. Odparl, że dawno nie miał ze mną kontaktu. Wydawał mnie sie taki tendencyjny, zresztą ja tak samo ja się zachowywałam. Co gorsza ta cała tendencyjność doprowadziła do sytuacji, ze wprosił się do mnie (On: "Wpadnę teraz" Ja:"Dzisiaj jestem zajęta, ale zapraszam w przyszłości") Brrr. I znowu bylam troszkę zła na siebie. Więcej niż troszkę (nadal ciągnęłam te farsę) 
Nie powinnam utrzymywac z Nim kontaktu, jakiegokolwiek, a to własnie od dwóch dni czyniłam. 
Dlaczego ON napisał w takim momencie. To jakiś surrealistyczny szósty zmysł? 
Moje rozgoryczenie, i domysły miałam wylać na Sis. Dlaczego akrat na Niej? Czułam, że maczała w tym palce! (wcześniej marudzilam jej, że w chwili pobytu w szpitalu jak nigdy samotność potrafi zadręczyć, przychodzą myśli, że fajnie by było miec bratnią duszę blisko siebie) Czułam, że mogła coś mu wygadać o moim pobycie w szpitalu...chociaż doskonale znała moje zdanie na temat jego...jeśli miała by pisac do kogoś to prędzej do Mr. Króliczka, Mr. Voyage albo Mr. High...Spotkalam się z nią i i z Carolą w pobliskim pubie. Szlimtając powoli herbate sytuacja sama się rozwinęła. Bez mojej interwencji.
- Nie wiem jak mam Ci to powiedzieć - Carola niechętnie zaczęła ni stąd ni zowąd. Sis w odpowiedzi zaczeła kręcić głową, na znak, by nie mówiła...- Muszę Ci to powiedzieć, ale jest mi bardzo ciężko. Mam straszne wyrzuty sumienia.
Po takim wstępie prawie krzyknęłam - Na litość Boską mów!
- Wczoraj rozmawiałam z Nim. Pytał co u Ciebie. Powiedziałam, że jesteś w szpitalu. Natychmiast pożałowałam tego, że się wygadałam. Jesteś zła? - w odpowiedzi pokręciłam nie-chetnie głową - Wydaje mnie się, że nadal coś czuje do Ciebie. Wydał się naprawdę szczery
- Carola, przypominam Ci, ze On ma dziewczyne - wtraciła Sis
No tak, zupełnie zapomniałam o jego lafiryndzie!
- A jesli juz nie ma? - odparła
- Yyyy -wybąkałam - Carola, to nie tak. Znałam go siedem lat i wiem, że tutaj chodzi o coś innego. 
- Pan X*, chce uciszyć swoje wyrzuty sumienia?
W odpowiedzi potakująco pokręciłam glową.
Już wiem skąd moja wczorajsza, okropna czkawka! 
Wstrzymywałam oddech na niebezpiecznie długi czas, piłam duuużo wody, brat próbowała mnie wystraszyć a nawet poczęstował mnie pół łyżeczką cukru (FUJ!). Za żadne skarby nie moglam przestać czkać. Mama, u której byłam w tym czasie zaświergotała tylko "Oj, to niedobrze. Ktoś bardzo Cię obgaduje"
*Pan X - mój, tzw. ex-partner. 


poniedziałek, 12 listopada 2012

CAROLINA I MR.TRENER = MIŁOŚĆ Z PORTALU

Pewnego razu w miejscu zwanym portal randkowy poznali się Carola i Mr. Trener.
Lipa szeleściła tajemniczo...Carola to specyficzna kobieta. Inteligentna, niezalezna, kulturalna, potrafiąca zachować zimną krew w każdej sytuacji. Ucieleśnienie mojego ideału wnętrza kobiecości czyli inspirująca kobieta bez zbędnego przepychu. Kobieta, którą chciałabym być, wstrząsnęła mną nagłe. Nikt nie przypuszczał, że stanie się to tak szybko, ale NA SZCZĘŚCIE, stało się!
Oszołomiona, jakbym dostała łomem prosto w głowę...
Carolina - ta sama ktora namówiła mnie na portal randkowy, ta która zakochała się w Mr. Uciekinierze (facet po trzech spotkaniach zniknął), ta która po 10 latach randek, straciła nadzieję na stworzenie związku, właśnie jest na etapie poszukiwań mieszkania ze swoim męzczyzną, Mr. Trenerem. 
TO NIEZAPRZECZALNY DOWÓD NA TO, ŻE W SPRAWACH SERCOWYCH NIGDY NIE MOŻNA TRACIĆ NADZIEI. NIGDY!
MATULO, jaka ja jestem spóźniona z informacjami! 
Zatrzymałam się na etapie, kiedy oznajmia iż kasuje konto na portalu "sesese", że musi skoncentrować się na pracy, nie randkach. Jeszcze nie strawiłam tych informacji, a tu taaaaka cieszaca serce singielki wiadomość. Cuda sie zdarzają moi Kochani! 
Ona jeszcze nie do konca wyleczyła sie z ex-doświadczenia , ale postanowiła dać sobie szansę w nowym związku. Mr. Trener totalnie zbzikował na jej punkcie. 
"Gdyby to było przed moim Mr. Uciekinierem nie uwierzyłabym, że człowiek może zakochać sie od pierwszego spotkania, ja tak własnie wtedy miałam. Właśnie dzieki temu doświadczeniu dziś przyjmuje do wiadomości, że uczucia Mr. Trenera są prawdziwe. Oboje chcemy przeskoczyć etap randek, którego szczerze nienawidzimy. Wchodzimy od razy na właściwy etap" 
Wysłałam jej wiadomość z gratulacjami...
"To nie do końca tak...mimo szybkości mam dystans. Nikt mnie już nie skrzywdzi. Tak postanowiłam. Niech się dzieje. Czujna jestem"
Wznoszę toast: Niech żyje miłość!
JEALOUS, OHHH JEALOUS!

piątek, 9 listopada 2012

WIRTUALNY KOKTAJL BZDUR (ZBIJANIE BĄKÓW)

Napisał.
Nie odpisałam.
Jestem silna.
Będę silna.
Jak długo?
Dobrze, że nie ma go w pobliżu. Usiłuje się kontrolować. Moje ciało K-R-Z-Y-C-Z-Y, najwyraźniej kieruje się własną wolą...do czego powinnam się już przyzwyczaić. 

Wirtualna randka, wirtualne drinki, wirtualne łóżko, wirtualne pieszczoty. Cyber przestrzenna rewolucja?
Mr. High robi mi wyrzuty, że nie odpisuje na jego wiadomości. Dołącza smutne minki, tzw. emotikoinki-czyżby chodziło o podniesienie powagi sytuacji? Internet jako środek transportu uczuć? PIERDOŁA! Nie pozwolę sobie zainfekować wirusa w moim netbooku i przede wszystkim w sercu. Co to, to nie!
Nie jestem z tych super-nowoczesnych kobiet-typu second-life. Nie bawię się cyber zabawkami-uczuciami. Uznaję proste zasady:
Jeśli chcesz się omówić, ZADZWOŃ. 
Jeśli chcesz dać buziaka, ZBLIŻ USTA.
Jeśli masz na mnie ochotę, WYSZEPTAJ MI DO UCHA. 
Adonis pożądania - bomba testosteronowa, a w środku: wirtualna pustka. KILOBAJTY BZDUR internetowego Kazia-Zdzisia-Henia
UWAGA: Mr. High od teraz będzie tworzył nowy cyber-świat, gdzie przestrzeń tworzą monitory. Internet to przyszłość! Brawo! Uhhh, uhuhuh.
I co ma z tego wyjść? NIC! Takie ma być zakończenie? Po tylu zbliżeniach nagle znaleźliśmy się na poziomie co-zrobić-aby-się-nie-spotkać-w-realnym-świecie-ale-serdeczny?-kontakt-utrzymujmy-na-wszelki-wypadek.  Nowa oschła taktyka. Dlaczego podjął decyzję o detoksykacji ciała z realnych uniesień? WHY, OH WHY!?
Korespondencja wirtualna to jakiś żart, ale czego innego mogłam spodziewać się po informatyku?
To zupełnie głupie z jego strony, czysta farsa, nieużytek. Jak można tak łatwo odstawić na bok realna namiętność? Zupełnie jakby stworzył postać na swoje podobieństwo w grze THE SIMS i jakby wystarczało mu całowanie się z kobieta stworzoną w ten sam sposób  Yyyyyy, przepraszam, ale nie rozumiem tego dowcipu. To totalnie popieprzone!
Po kilku dniach pękłam i odpisałam. Od tego momentu nic nie napisał. Zrobiłam z siebie najautentyczniejszą idiotkę, koncertowo! Muszę znieść te upokorzenie z godnością. Mr High to dziecko, które zabawiło się laleczką i rzuciło ją w kąt. Faceci są bez sensu (wybaczcie, że generalizuje)
Żyli razem bardzo krótko, ale za to baaaaardzo szczęśliwie. 
Jak On śmiał być tak szaleńczo namiętny? JAK ON ŚMIAŁ! 
Jedyna Singielka w Mieście - wirtualna alternatywa kobiety
HAHAHAHAHAHAHAHAH HA HA HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAH 

niedziela, 4 listopada 2012

PANNA WINNA?

Ostatnio mam mnóstwo wolnych wieczorów na rozmyślenia pod szyldem Mr. High.
Może przesadziłam. Może rzeczywiście za bardzo wczułam się w rolę -kobiety-kocicy-ostro-namiętnej-czyli-zupełnej przeciwności mnie (?) Może uznał, że jestem za łatwa-w baraszkowaniu. Być może to Go przeraziło, odstraszyło i finalnie, zniechęciło. Może On po prostu nie lubi takich kobiet. Może jestem nie w jego typie. Może powinnam mniej się uśmiechać.  Może powinnam czasami powiedzieć "nie" na jego spontaniczną propozycją spotkania. Może za bardzo się starałam. Może powinnam więcej wymagać. Może przesadziłam ze szpilkami. Nie! Może popełniłam jakiś kardynalny błąd. Nie! Może powinnam zgodzić się na sesję zdjęciową, którą mi proponował. Nie! Może powinnam błeeeeebbbbłłłłłłłeeeee DOŚĆ! 
TO ON RÓWNOMIERNIE WZNIECAŁ AKCJĘ NAMIĘTNOŚCI. ON NIE MÓGŁ PRZY MNIE USIEDZIEĆ GRZECZNIE WCIĄŻ PODAJĄC SOCZYSTE KĘSY POCAŁUNKÓW. DEFINITYWNIE NADAWALIŚMY NA TYCH SAMYCH CZĘSTOTLIWOŚCIACH POŻĄDANIA.
- Kobiety i ich przesłodzone bezeceństwa! Zawsze znajdziemy w sobie argumenty mówiące o tym, że to MY JESTEŚMY WSZYSTKIEMU WINNE! Jak jesteśmy grzeczne, to okazuje się, że jesteśmy ZA GRZECZNE. Jak jesteśmy niegrzeczne, to facet uważa, że jesteś ZBYT NIEGRZECZNE?! Nie napędzaj tej chorej lawiny - błagała mnie Sis - Przecież nic takiego Ci nie powiedział, co więcej, okazywał wciąż ciągoty do Ciebie. Nie neguj swojego ja, tylko dlatego, że jakiś palant jest PALANTEM!
Przejażdżka z pomogą portalu randkowego, to strzał w dziesiątkę dla mojej kobiecości.
Podczas znajomości byłam bliska ideałowi, jeśli nie ideałem w czystej, erotycznej odsłonie (mało to skromne, ale tak było). Starałam się wszystko wypośrodkować. Nie miałam żadnych potknięć. Mr. High zawsze był usatysfakcjonowany, zresztą podobnie jak ja. 

TIME OUT o Cholera!
Nie mam pojęcia co spaprałam w tej znajomości.
MR. HIGH NIECH WRACA NA GRZĘDĘ! Ko Ko Ko do kwadratu!
Nie jestem zła. Moje ciało jest wściekłe.

czwartek, 1 listopada 2012

IT'S RAINING MEN!

Dobra wiadomość dla Singli !
Synoptycy zapowiadają wdzięczne opady deszczu - jak w temacie ;)

niedziela, 28 października 2012

HAPPY 30' - ASJA

Posiadam autentycznie fantastyczną przyjaciółkę. Przyjaciółkę, która opiekowała się mną podczas traumatycznego okresu w moim życiu, ze złamanym sercem w roli głównej. W ten czas, bez słowa wprowadziła się do mnie i...BYŁA. Nie jest to przyjaźń w mass-owym słowa tego znaczeniu. Asja nie pociesza, nie przytula, przeciwnie: świat traktuje cynicznie. Jest jak kot: niezależna, chadzająca własnymi ścieżkami, twarda i bardzo inteligentna. 
Ona nadała sprawom właściwy bieg i perspektywę. 
Asja, niedługo kończy 30 lat, a ja nadal nie wiem jak jej podziękować. 
?
Każdy prezent wydaje się być niczym w porównaniu z jej pomocą. 
Może pomożecie mi, podsuwając pomysł na urodzinową niespodziankę ? =)

piątek, 19 października 2012

HOME SWEET HOME-AGAIN

Przez długi czas wraz z Sis wynajmowałam piękne, dwupiętrowe mieszkanko w centrum miasta. Kiedy Sis się zakochała, postanowiła przeprowadzić się do swojego lubego (Mr. Bear, tak go słodko nazwano) Nie będąc w stanie samodzielnie utrzymać tak dużego mieszkania, musiałam się WYPROWADZIĆ. 
Poszukiwania odpowiedniego miejsca graniczy z cudem. Nie mam tutaj na myśli wygód, a prozaiczny problem, problem pieniężny. ONI OSZALELI! ZA KAWALERKĘ PONAD 65% MOJEJ WYPŁATY! Przeprowadziłam się do rodziców (czy pisałam, że mam najukochańszych rodziców na świecie? :) i pewnie zostałabym u nich jeszcze ze sto lat, gdyby moja mama nie uruchomiła  znajomości. I tak się zaczęło.
Weszłam do środka. Zielono mi! Wszędzie roiło się od dużych masywnych worków, doskonale sprawdzających się w przeprowadzkach, rzecz jasna, koloru trawy. Ależ to wygląda. Jak zagracony magazyn! F-A-N-T-A-S-T-Y-C-Z-N-I-E Moje nowe miejsce na ziemi, podobnie jak moje życie  pogrążone jest w chaosie. Jedyne wolne miejsce to moja samotnia, wewnętrzna samotnia...
- Nie lubię Was - chłodno przywitałam się z gratami porozrzucanymi po całym mieszkaniu i rozpoczęłam wielkie porządki. Jako, że to nie moja pierwsza przeprowadzka (piąta, w przeciągu 1,5 roku) byłam przekonana, że pozbyłam się niezbędnych ubrań (za każdą zmianą, segreguje wszystko i oddaje kuzynce) Moja szafa znów odmawiała miejsca, oznaczało to tylko jedno: znowu powróciłam do SHOPAHOLIC, zupełnie nie mając o tym pojęcia. P I Ę K N I E! 
Moje nowe (wynajmowane) mieszkanie na szczęście posiada dwa pokoje i w bonusie, dużą szafę i sporych rozmiarów komodę. Dzięki temu wszystko znalazło swoje miejsce, a "ciuszki" znalazły swój nowy dom, na chwilę. Czeka ich bowiem kolejny casting, w trakcie którego przynajmniej połowa musi odejść. Podczas kolejnej przeprowadzki, będę posiadała jedną małą torbą podróżną. PRZYSIĘGAM!
Po skończonej pracy, usiadłam.
Panna Cisza bez zapowiedzi, bez pukania, wkradła się.  
O dziwo, nie uroniłam łzy. Nie wybuchnęłam SUPER-PŁACZEM, jak to zwykłam czynić podczas przeprowadzek
Zadzwoniłam do Sis. Hłe, hłe, hłeeee
Po 30 min, pukała już do drzwi.
Miałam podły nastrój. Wypiłyśmy wino. Nadal miałam podły nastrój. Nawet obecność Sis nie ukoiła moich nerwów. Co gorsza, zaczęłam z wyrzutami prawić o tym "JAK PRAGNĘ NIEMOŻLIWEGO", czyli w końcu zacząć iść utartym schematem: 
CHŁOPAK. ZARĘCZYNY. WESELE. DZIECKO 
-Po pierwsze może Nam to nie jest dane - zaczęła cierpliwie czym jeszcze bardziej mnie rozwścieczyła - Po drugie znam kilka osób które zazdroszczą Nam stanu singielki, osób które podążają klasycznym wzorcem. Po trzecie, należy cenić to co się ma. Na wszystko przyjdzie czas.
Sis była naprawdę święta znosząc moje humory, ale ja po prostu nie umiałam się opanować i czepiałam się wszystkiego. W kółko i w kółko powtarzałam prawie jedno. Współczułam Sis, że musi tego słuchać, tym bardziej  że sama nie sunie tym schematem, a bardzo by tego chciała. Tym bardziej  że jej nowy związek okazał się fiaskiem i to zaledwie po siedmiu dniach bytowania z mężczyzną!!! Tym bardziej  że każdego dnia, podobnie jak ja wraca do pustych czterech ścian. Nie mogłam się powstrzymać. Nienawidziłam siebie. TRAJKOTAŁAM nie zważając na jej uczucia. Paliła papierosy, jeden za drugim. Nie dziwię się jej. Sama bym paliła, jakbym tylko potrafiła się porządnie zaciągać. Chwilowo, musiało mi wystarczyć Cin Cin rozcieńczone ze Spritem. 
Kiedy wyszła, rozejrzałam się po mieszkaniu. 
- Naprawdę ładnie tutaj - pomyślałam - HURRA! MAM MIESZKANIE - byłam śmiertelnie przerażona...- Wybrałam Cie moje drogie mieszkanie, wiec proszę Cie odwzajemnij tą miłość. BŁAGAM!
Dla uświęcenia chwili pobiegłam do łazienki i zwróciłam cala zawartość żołądka. 

niedziela, 14 października 2012

END BEZ HAPPY=CAŁKIEM SŁODKI DUPEK

Oddawałam się rozkoszom, pomijając znaki, pomijając wszelkie rozmowy, tłumaczenia. Liczyła się tylko chwilaOgarnął mnie smutek. To takie głupie. Nadal chciałabym przytulić się do Mr. High. Tak, dawno tego nie robiłam.
Dlaczego czuje, że świat należy do tych, którzy mają udane życie intymne? - zapytała purytanka vel Jedyna singielka w mieście.
Absolutnie nie żałuję niczego, pomimo smutku. Sama jestem przecież sobie winna, iż wiązałam z Mr. High więcej niż powinnam oczekiwać. Doskonale wiedziałam, że serwis randkowy, jest jak TOTTO LOTEK - Nikt, nie wygrywa za pierwszym razem...Nie mogę napisać, że mnie rozczarował, bo prawda jest taka, że dał mi więcej niż oczekiwałam. OTÓŻ TO!
TO NAJMILSZA RZECZ JAKĄ SOBIE ZASERWOWAŁAM OD PÓŁTORA ROKU
Wobec zaistniałej sytuacji, rychłego końca, ani przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że to była strata czasu. I wiecie co? Chyba nauczyłam się zupełnie nowego kunsztu, mianowicie, oddzielania namiętności od miłości. Właściwie od samego początku czułam, że nic z tego poważnego nie wyjdzie (zbyt piękne jak na moją bajkę). Brnęłam w to ze względu na namiętność (a może jednak, gdzieś tam widziałam pierścionek?-no tak-regularny błąd kobiet). 
Wobec panujących faktów zgrzeszyłabym gdybym mianowała Mr. High dupkiem (jak to zazwyczaj dzieje się na koniec) Mr. High, był NAJSŁODSZYM DUPKIEM z jakim dane mi było "być" Na samą myśl, mam ochotę na nowo Go schrupać. A kysz! Faza Mr. High, czyli nie ma nic seksowniejszego, nic bardziej pociągającego od tego mężczyzny. 
Nie ważne, że nie był jak bożyszcze kobiet...Mr. High nigdy:
- nie zapytał o moją historię 
- nie zaprosił na prawdziwą randkę (...nawet kino)
- nie wysłał  nawet sms'a z napisem " Dobranoc" "Dzień dobry" "Miłego dnia"
+ kończył randki (w czasie nie dłuższym niż 40 minut)
 Miał to coś, piorunujące TO COŚ - UBEZWŁASNOWOLNIAJĄCA CHEMIA.
KOCHANE SINGIELKI. KORZYSTAJCIE Z PORTALI RANDKOWYCH! 
Serwis randkowy pozwala wprowadzić scenariusz z filmu "Sex and the city" na Nasze polskie podwórko. I wcale nie mam na myśli tutaj aktu seksualnego, a cały splendor emocjonalny!
Każdej singielce, ba! każdej kobiecie życzę przygody, która rozbudzi wszystkie zmysły, przygody na miarę Mr. High! 
Przeżycia gwarantowane!

sobota, 13 października 2012

ŁZY

Gdzie podziały się moje łzy? 
Zaginął po nich wszelki ślad. 
Muszę wytropić, rozszyfrować nagłe ich zniknięcie. 
Potrzebuję ich, NATYCHMIAST.
Czy jest wśród Nas jakiś kryminolog?
Jeśli ktoś wie coś na temat okoliczności ich zaginięcia, proszę o pilny kontakt!
...a może rzeczywiście każdy ma określoną liczbę łez, ja swoje już wypłakałam.

wtorek, 9 października 2012

DEJA VU

Mam deja vu. Znowu SHIT! mam SHIT! wrażenie SHIT!, że SHIT! Go SHIT! wymyśliłam  SHIT! Nie pisze, nie dzwoni, nie daje znaku życia. TOTALLY SHIT! Chyba czas spasować. Brakuje mi motywacji do ciągnięcia GRY-W-CHOWANEGO.
"Pałka zapałka dwa kije.
Kto się nie schowa ten kryje.
Raz dwa trzy, kryjesz ty.
SZUKAM!"
Zabawa ta potrafi być uroczo ekscytująca, ale  kiedy ma się 7, a nie 27 lat...
Coraz częściej zastanawiam się na tym czy nie padłam ofiarą przelotnego romansu. Tracę też nadzieję, że kiedykolwiek dowiem się, czy moja kobieca intuicja miała rację w kwestii "szkarłatnej litery" To były domysły (w końcu oznajmił RAZ, że nie jest z nikim związany-jeśli dowiedziałabym się, że to nieprawda... Niech go cholera!) Niby mogłam bardziej naciskać, jednak nie lubiłam się narzucać. Nie taki mam charakter. Przy nim nie byłam w stanie zebrać myśli, jakkolwiek bardzo bym się starała. NIEWAŻNE. Chyba czas na mnie. Muszę znowu spakować do walizki: 1) rozbudzoną namiętność 2) ciche nadzieje i plany 3) motylki w brzuchu 4) pulsujące części ciała 5) głośny śmiech 6) motywację do działania.
Nie chcę ich oddać...

sobota, 6 października 2012

W OBJĘCIACH MORFEUSZA

Muzyka na dobrą noc?
Jakie utwory wprawiają niebiańskie sny w ruch?




niedziela, 30 września 2012

MIŁOSTKI ROZPANOSZYŁY SIĘ JAK ZA DAWNYCH CZASÓW

Pamiętacie kolorowe młodzieżowe czasopisma z żarliwą rubryką, gdzie każda "chora z miłości nastka" miała szansę rozwiązać swój problem miłosno-seksualny? 
...coś w stylu:
"Pocałował mnie, długo i namiętnie. Czy to oznacza, że będzie moim mężem?" 
Pamiętam, że ta rubryka w moim odbiorze przechodziła różne fazy: 
1) Ze wstydem przewracałam na kolejną stronę.
2) Wspólnie z koleżankami, z ogromną powagą czytałyśmy i analizowałyśmy. Traktowałyśmy ze śmiertelną powagą. 
3) Uznałam, że problemy są przekłamane. Kto ma tyle fantazji by w to uwierzyć? 
4) Żenujące!
Miałam wtedy trzynaście lat. Każdy mój zeszyt był opieczętowany imionami wybranków, a wokoło tego rysowałam mnóstwo czerwonych serduszek...
Nowe czasy są jak stare dobre czasy! 
Odkąd skończyłam osiemnaście lat, nieprzerwanie, przez siedem kolejnych lat nie uczestniczyłam w zabawach damsko-męskich, przyznaję, czyniłam to z pełną arogancją. W ten czas bowiem, z godnością lubowałam się w stałym związku. 
Odkąd zostałam Jedyną singielką w mieście, odkąd zaczęła się "nie-wdzięczna" analiza planety Mars, nie mogę wyjść z przeświadczenia, że "prymitywne incydenty wieku młodzieńczego" goszczą nadal, nieprzerwanie. 
Może i jesteśmy starsze o "100 lat", może jesteśmy cięższe o "10 kg" doświadczenia, jednak przewidywalność w randkach jest nadal na pozycji 0. 
Drogie-nie-Stare-Panny i Drodzy-nie-Kawalerowie, uwierzcie, że nadawanie na tych samych falach, wzajemne upodobania czy pożądanie nie są kluczem do stworzenia związku, co najwyżej do kilku randek. I nie chodzi tutaj o generalizowanie, a nakreślenie problemu singli, ku przestrodze  zbytniej naiwności (zazwyczaj tej kobiecej) w "banalne, finezyjne słówka"
Naprawdę byłam święcie przekonana, że kwestia prymitywnego galimatiasu miłosnego mija, że to tylko kwestia wieku: młodzi, niedoświadczeni...a tu proszę, nadal wałęsają się niczym zjawy z przeszłości. Trudno, cholernie trudno jest zrozumieć świat randek XX wieku, mam na myśli specyficzną swobodę i skąpstwo czyli brak zobowiązań, zero przywiązania i refleksji, tylko przyjemności + nierzadko żenująco krótkie spółkowanie i następująca po nim ucieczka. Litości!
Jak nastolatki: KOCHA, NIE KOCHA, KOCHA, NIE KOCHA, jeśli pokocha lub co gorsza zakocha się w innej...
Z wiekiem bowiem, nie zdobywamy władzy nad biegiem relacji damsko-męskich (co więcej, zagłębiamy się w nich, by nie napisać "toniemy") Z żenujących wywodów sercowych po prostu się nie wyrasta!
Idąc tym torem rozumowania, na pytanie: "Kiedy znajdziesz sobie stałego partnera?" będę odpowiadać: "Hey, mam jeszcze czas. Jestem za młoda!" - Skąpy żart, OJ!-ojojoj, WYJĄTKOWO SKĄPY ŻART,
będzie lepszy po lampce wina, po dwóch...
MR. HIGH znowu bawi się w Św. Mikołaja, pojawia się-od święta-na święta. Obecnie słuch o Nim zaginął. Mam czekać do 6 grudnia, pod kominkiem, z mlekiem i pierniczkami, przyodziana w kusą pidżamę ?
TAK-ZDECYDOWANIE-BĘDZIE-LEPIEJ-PO-TRZECH-LAMPKACH-WINA!
I znowu pytam: D L A C Z E G O?: 
Nie dzwoni? 
("Mężczyźni umieją korzystać z telefonu"*)
Uprawia jakieś chore gierki? 
("Jeśli naprawdę kogoś kochasz, chcesz tę osobę uszczęśliwić"*)
Znika?
 ("Czasami bez jego udziału musisz postanowić, że to koniec"*)
Dla bardziej realnych faktów, proponuję lekturę "NIE ZALEŻY MU NA TOBIE" - Greg Behrendt, Liz Tuccillo.
Ja zaaplikowałam sobie ją po raz 2.  
DOSADNY STYL I CIĘTY JĘZYK.



piątek, 28 września 2012

CZY TO MA SENS?

Bycie singielką to nie dobry czas na odgrywanie roli grzecznej dziewczynki. 
Dlaczego, więc kobieta opuszczona, kiedy tuli się do zupełnie nowego mężczyzny, czuje się tak jakby zdradzała swojego Ex?


sobota, 22 września 2012

MR. HIGH NA ŚNIADANIE

Dzisiejszy poranek. 7:00. Pobudka. SMS od Niego.  
Mr. High: Miałabyś ochotę na spacerek? 
Ja: Tak z rana?
Mr. High: Si
Ja: OYE! Si
Mr. High: Czyli tak?
Ja: Tak
Mr. High: Super! Już się zbieram
Ja: Tylko się nie przewróć!
Byłam pewna, że po tygodniu nieodzywania się, rozochocony etap pod szyldem Mr. High został definitywnie zakończony. Oswajałam się z tą myślą, a tu proszę, Szanowny Pan przypomniał sobie... Z pewnością powinnam czuć się zaszczycona...Zwlokłam się z łóżka, czego nie czynię o tak wczesnej porze (nikomu innemu bym na to nie pozwoliła) Spotkanie, do którego de facto miało już nie dojść, to jak wygrana. Muszę się dowiedzieć  DO CZEGO TO WSZYSTKO ZMIERZA. Kategorycznie należą mnie się wyjaśnienia! 
Na spotkanie szłam jak na wojnę, z pełnym, wrecz bajońskim arsenałem pytań. Przez cały okres znajomości moją głowę przepełniały pytania, KTÓRYCH NIE WYPADAŁO ZADAĆ lub które należałoby ZADAĆ PO RAZ KOLEJNY (chociażby: Dlaczego nie odpowiadasz na moje wiadomości? Dlaczego nasze spotkania mają tak krótki wymiar czasowy? Kim my właściwie dla siebie jesteśmy? Czy Ty aby na pewno nie masz nikogo? itd.) Musiałam uzyskać odpowiedzi, nawet za cenę pukania do drzwi jego prywatności. Nie zastanawiałam się już, czy wypada, czy nie wypada. Dotykał mnie i ja go dotykałam w niecenzuralny sposób. Wobec czego, niedozwolone pytania powinny być przy tym "pikusiem" 
Całą godzinę spędziłam przed lustrem. 15 minut spędziłam na upiekszaniu się, przez pozostałą częśc układałam w głowie pozew o określenie naszych spotkań. Zachowam spokój i równowagę wewnetrzną, niczym mistrz ZEN. 
ZA CHO WAM
ZA CHOOOO WAM
ZAAAAA CHO WAAAAM
Wdech nosem, wydech ustami. Wdech nosem...JEGO USTAMI. 
Przyjechał na motorze. Od stóp do głów, opieczętowany strojem motocyklisty
Zaskoczyło mnie jego wdzianko, czemu dałam głośne ujście. Mrrrrrrrrrrrrrrrr. SKUP SIĘ KOBIETO!
- Dzwoniłem do Ciebie tuż przed wyjazdem. Nie odbierałaś, nagrałem się na automatycznej sekretarce. Odsłuchałaś?
- Tak - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. 
- I????
Przyjeżdżasz, tulisz, całujesz. Przyjeżdżasz, tulisz, całujesz. Przyjeżdżasz, tulisz, całujesz. Przyjeżdżasz  tulisz, całujesz...Tylko tyle słyszałam - Nie wypowiedziałam tej prawdy na głos.
- Halo Baza mamy łączność? - zapytał dla pewności
- Tak - ewidentnie skłamalam. OJ, TY WSTRĘTNA KŁAMCZUCHO!
Przy Nim trudno o łączność. Przy Nim odplywam. Przy Nim czuje się jak mało inteligentny, nieporadny i niepozbierany człek. Przy Nim jestem naga, odessana od swojej kobiecej niezależności. Przy Nim na nowo staje sie małą dziewczynką, która oddaje się słuszności sprawy. 
Podsumowanie 30 MINUTOWEGO SPOTKANIA (bo znowu śpieszył się...GDZIEŚ TAM...):
Rozmowy vs "niedozwolone" czułości w miejscach publicznych czułości - 10:1  TO JEST WYNIK!!!
Jego prywatne opowieści - JEDNA CUDOWNIE UROCZA OPOWIEŚĆ O NARODZINACH SYNA
Pocałunki - 90% namiętności, za brakujące 10% odpowiadają moi sąsiedzi. Małe miasteczko, nie mogłam wyjśc z przeświadczenia, iż wszyscy siedzą w oknach. 
Rozluźnienie - hmmm...50% z powodu: patrz wyżej
Zadanych słusznie pytań - 0 ZERRROOOOO! = Potencjał spalił na panewce!!!
To chyba najnudniejsze stwierdzenie na tym blogu (i w moim świecie) 
Przysięgałam sobie, że już nigdy w życiu go nie użyję. Co do licha się ze mna dzieje? Co jest ze mną nie tak! Powinnam się na siebie obrazić? 
Spora część mnie nienawidzi Jedynej Singielki w mieście, za przebieg spotkania. Przecież miałam sobie ulżyć, pytając...Pozostała pociesza: "Pozwól pójść własnym torem. Jeśli coś ma się wydarzyć, to się wydarzy"
...nie ma bowiem skutecznego lekarstwa na syndrom Mr. High - "za mało rozmawiamy, za dużo dotykamy" Nic nie mogę poradzić. To nawet zabawne...

piątek, 21 września 2012

SERCE

Serce jest najsilniejszym mięśniem...
Zatem, moi Drodzy mężczyźni dostaliście naukowe pozwolenie na wybitne miętoszenie, skakanie po nim i w końcu wyrywanie. Nie krępujcie się. No, dalej! 

...rozległy się entuzjastyczne okrzyki, gwizdy i pohukiwania mężczyzn, jak w ulu.

niedziela, 16 września 2012

SUCH A BEAUTIFUL SUNDAY! (nie martw się mała!)

Piękna wrześniowa niedziela. Ahhhhh

umówiła się dzisiaj na randkę, ze studentem weterynarii (poznanym na portalu randkowym)
pogłębia swoja znajomość z przystojnym trenerem (poznanym na portalu randkowym) 
jak przystało na zapaloną singielkę, oddaje się swojej prawdziwej miłości, pracy.


A ja? Zawiesiłam konto (Mr. High nie ma z tym nic wspólnego...) 
Spokojnie, tylko się dystansuje, to żaden dramat, yyyyy, chwila przerwy każdemu się przyda, no, yyyyy i wiecie co? Trafiła mnie sie randka z dwoma baaardzo słodkimi przystojniakami. Wyobraźcie sobie tylko! 
i jak to zazwyczaj przed randką bywa, musiałam zregenerować siły. La, la, la. W tym celu wparowałam do łazienki, zapaliłam kilka zapachowych świec, którymi wyłożyłam całą wannę. Położyłam się w gorącej wodzie, do której wsypałam pół opakowania soli do kąpieli, z Morza Martwego. Zamknęłam oczy wsłuchując się w utwory zespołu The XX (to magiczna muzyka...i nie uważam tak dlatego,  że płytę polecił mi Mr. High, o nie, nie) Po czterdziestu minutach pełnego relaksu w domowym SPA, wklepałam w swoje ciało cudownie ujędrniający balsam. Potem włożyłam BARDZO SEKSOWNE WDZIANKO. Czułam się jak nowo narodzona. Byłam gotowa na randkę. Z pełnym godności wdziękiem stanęłam przed lustrem. Byłam zdumiona, że wszystko poszlo mi tak sprawnie, harmonijnie, tak bezkonfliktowo ze swoim ja. 
Panowie już czekali na mnie. Mr. Cappucino oraz Mr. Jagodowe ciacho. MNIAM!
Randka jest konkretna, bo w łóżku. 
A B S O L U T N I E  F A N T A S T Y C Z N Y  T R I U M F JEDYNEJ SINGIELKI W MIEŚCIE.
Kryzys zażegnany. Ojej.