piątek, 19 sierpnia 2011

BYCIE W POJEDYNKĘ- JAKO DOKUCZLIWY DYLEMAT


Nienawidzę załatwiania nudnych spraw w pojedynkę. Nienawidzę przygotowania posiłków dla jednej osoby. Nienawidzę jeść w samotności. Nienawidzę chodzić na imprezy sama. Nienawidzę wracać do pustego mieszkania. Nienawidzę sama spać. Nienawidzę braku perspektywy na nowy związek. Nienawidzę ludzi podpowiadających mi, że wszystko się ułoży. Nienawidzę „moich ulubionych” komedii romantycznych. Nienawidzę braku towarzystwa, seksu, miłości od mojego ”gdzieś tam czekającego” mężczyzny. Nienawidzę niezmąconego optymizmu moich bliskich, mówiących „jesteś śliczna, znajdziesz sobie kogoś godnego miłości” Nienawidzę otwartej kwestii „uporania się z własnymi uczuciami”. Nienawidzę słów „wyparcie” i „przebaczeNIE”
Z wszechobecnych badań, wykresów, diagramów itd. wynika, że po świecie stąpa o wiele mniej porządnych facetów, niż my, kobiety sobie tego byśmy życzyły. Jako jedyna singielka w mieście mam zatem trzy opcje:
  1. „Za górami, za lasami, za siedmioma rzekami…”  czyli wyrachowanie w samotności
- To oczekiwanie na ideał, czyli na królewicza z bajki!. W lśniącej zbroi, majętny, czarujący  dżentelmen… I takim sposobem, w oczekiwaniu na taką miłość, zdążę się zestarzeć (nie raz, nie dwa razy!!!), prędzej zginę w tragicznym wypadku (fortepian spadnie wprost na mnie z okna na drugim piętrze) lub sama z wyrachowanej samotności podetnę sobie żyły.

  1.  „My wszystko możemy…dla swojego Pana i władcy” czyli desperacja z samotności
- Oczywiście w akcie desperackiej samotności mogę zniżyć swoje męskie predyspozycje. Mogę udawać, że nie dotyka mnie to, że każdy weekend ma zarezerwowany  dla kumpli. Mogę  nie zauważać, że ochoczo umawia się z moją przyjaciółką. Mogę pożyczyć mu kilka stówek, na spłatę super ważnego kredytu. Mogę wyręczyć go w domowych obowiązkach (sprzątanie, pranie, prasowanie, wymiana żarówki, przeniesienie szafy…etc. MY, KOBIETY WSZYSTKO MOŻEMY dla naszego PANA I WŁADCY!

  1. „Najpierw pokochaj siebie, dopiero potem zacznij rozglądać się za mężczyznami”
- To pragmatyczne podejście. Robienie czegoś co przynosi dobre skutki, na dłuższy czas. Wybór jasny w swej niejasności.  Podobno, kiedy pokocham siebie, łatwiej mi będzie dostosować się do partnera, choć trafniejszym określeniem było by, współgrać z moim wybrankiem. Jeśli pokocham siebie, nie będę oczekiwać od niego niczego, czego bym sobie sama nie potrafiła dać (bez zbędnych skojarzeń, proszę). Tylko w tej opcji będę w stanie wybrać mądrze, bo po co mi kolejny DUPEK do kolekcji EX?

Wybieram bramkę numer  trzy. Nie wiem, czy mam ochotę zaczynać od siebie, chcę mieć faceta TU I TERAZ! (mały żart, no dobrze! Może nie taki mały i nie taki do końca żart; )) W oczekiwaniu, wybieram pracę nad samodoskonaleniem się. Wybieram wiarę, w to, że gdzieś tam, czeka na mnie moja druga połówka pomarańczy.
Ps. Nienawidzę czasu, który ucieka przede mną jakbym była mu coś winna. Nienawidzę mojego, stale szerzącego się optymizmu (czy ma on coś wspólnego z realiami?). O co w tym chodzi?
Byłam dobra, byłam bardzo dobrą dziewczynką, dalej nią jestem i taka zostanę

54 komentarze:

  1. motylek. hihi , bardzo mi miło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lepiej bym tego w słowa nie ubrała. Cieszę się,że trafiłam na Twój blog !
    Pozdrawia singielka z Poznania :)

    OdpowiedzUsuń
  3. też denerwuje mnie 'uciekający czas' ;x

    OdpowiedzUsuń
  4. to jest na dluzsza mete okropne, ale nie ma sensu na sile poszukiwac. Wiem, ze czasami trzeba wiac sprayw w swoje rece albo dac pewnym rzecza potoczyc sie swoim torem... moga nas zaskoczyc !

    zycze Ci zatem wieczorow z kims u boku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. pierwsze co zwraca uwagę, to świetny styl pisania. A do bycia singielką patrze mimo wszystko z sympatiom - w momencie gdy powiedzialam, ze pieprze zwiazki, to spotkalam kogos kogo bardzo pokochalam:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kochana Singielko, powiem tak, stosowałam już wszystko (prócz opcji drugiej - never ever!!!).
    Powiem więcej - poszły u mnie w ruch i podręczniki ("Dlaczego mężczyźni kochają zołzy), były i filmy edukacyjne ("Kobiety pragną bardziej").

    Wiadomo, czy jest się singielką czy nie, trza siebie kochać bardzo, bardzo i troszczyć się nawet, jak facet o tym zapomni.

    Na pocieszenie ślę wyrazy uznania dla Twego stylu, który bardzo mi smakuje i kostkę wirtualnej czekoladki :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam czytać twoje posty ;]
    Styl pisania jest świetny!

    Ile zajmuje napisanie Ci jednego posta?

    OdpowiedzUsuń
  8. bez faceta nie da rady ,ale z nim nie zawsze tak kolorowo. Trzeba nauczyć i polubić czasem tez jeść samemu jak i załatwiac nudne sprawy ;)) Bo pies to nie piesek który czeka zawsze przy naszej nodze ;)

    drawinggpin.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. no pewnie,że tak :) nie ma co się przecież zamartwiać :]
    dziękuje i zapraszam ponownie (nowy post!)

    OdpowiedzUsuń
  10. Trójka brzmi najrozsądniej. Ja bym jednak zmodyfikowała trochę. To nie Ty masz się rozglądać za mężczyznami tylko oni za Tobą. Nie ma sensu wypatrywać miłości. Ona przyjdzie sama.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję bardzo, ale noszę po prostu to, w czym mi wygodnie ;d

    OdpowiedzUsuń
  12. Gratuluję oryginalnego pomysłu na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  13. trójka jest najlepszym wyjściem, mimo że nie najłatwiejszym. opłaca się pokochać samą siebie - może mam niewiele lat, ale pierwsze miłosne porażki za sobą. teraz, po niemal piętnastu miesiącach, kiedy świat się skończył, jestem czasami wciąż sama, ale to już nie jest problem. mam swoich przyjaciół, swoje pasje. miłość przyjdzie. zawsze przychodzi.

    obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ja tam siedziałam prawie miesiąc, i być może na kolejny niedługo wrócę;)

    OdpowiedzUsuń
  15. podobno tego jedynego spotka się wtedy gdy najmniej sie tego spodziewa, tylko problem tym że ja się ciągle rozglądam w poszukiwaniu;) dołączam do obserwatorów;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja chyba tkwię w punkcie 1 -_- porażka...

    OdpowiedzUsuń
  17. Miłość potrafi zaskoczyć. Zacznij żyć dla siebie!

    OdpowiedzUsuń
  18. 3 to najlepsze wyjście, choć nie takie proste, ja nie potrafię pokochać siebie...

    OdpowiedzUsuń
  19. dziękuję bardzo :) nie umiałam znaleźć odpowiedniego określenia, a przecież nasze nastawienie psychiczne to już 60% sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Naprawdę świetny blog !!!
    Trafi,łam tutaj przez przypadek, ale bardzo się cieszę, jest tu przesympatycznie.
    Pozdrawiam serdecznie i oczywiście życzę wytrwałości i wiary w to, że jeśli kocha się siebie w 100 % zauważają to również inni...a przede wszystkim mężczyźni... :)))

    OdpowiedzUsuń
  21. zdecydowanie wybieram propozycję numer 3 :), a że nie łatwo? no cóż niewiele jest w życiu prostych dróg, praca nad sobą, samoakceptacja, przychylne spojrzenie na własne niedoskonałości - niełatwe, ale pozwala żyć w zgodzie samej z sobą, a zapewne wtedy i łatwiej jest żyć we dwoje
    mówią, też że wiara czyni cuda :), u mnie jakoś ta maksyma nie działa, ale może za słabo chcę, może za mało we mnie desperacji, może za mało się rozglądam, a może już nadgryziona zębem czasu spojrzenie me nieostre ...
    pozdrawiam Cię słonecznie Jedyna - nie jedyna singielko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówią też że czas goi rany bzdura zabliźnia a potem ból wraca ze zdwojona siła, pytanie tylko czemu to my musimy zawsze byc po tej stronie gdzie jest cos nie tak zawsze to my sie zastnawiamy co jest ze mna nie tak, a potem marzymy o tych happy endach z filmow i książek i myślimy ale co jest ze mną nie tak.... fakty są takie że nie zdajemy sobie sprawę jak silne jesteśmy do momentu kiedy jeteśmy postawione w sytuacji ostatecznej a szukać faceta nie radzę sam przyjdzie kiedyś a zresztą sama byłam uparta singielką ale nie z wyboru bardziej z braku konkretnego faceta a teraz kiedy niby się pojawił jest jeszcze gorzej same problemy a niby mamy świetny związek więc z nimi źle bez nich jeszcze gorzej

      Usuń
    2. Anonimowy (wybacz nie znam Twojego imienia)
      Ja mam ogromną nadzieję, że czas rzeczywiście goi rany...nie chciałabym powracać do tych chwil rozpaczy NIGDY WIĘCEJ!
      Ja także należę do rodu kobiet, które szukają w sobie bruzd, jakby świat należał do idealnych mężczyzn, ahhhh.
      Dzięki moim blogerkom uczę się na nowo budować swoje własne JA
      Życzę Ci szczęścia, byś wynosiła na piedestał dobre cechy mężczyzny, którego masz przy boku, a przymykała oczy na te niekoniecznie dobre.
      Pozdrawiam !!!!

      Usuń
  22. i love SJP:D
    her style is amazing
    xx
    www.vnikali.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Naprawdę ciekawy wpis :) Najgorszą opcją jest opcja numer 2 (nigdy na to nie pozwolę), a najlepszą 3. Ta szczęśliwa trójka wiele może wskórać.

    Pozdrawiam!
    sancewicz.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  24. Interesting post. Awesome photos! :D
    That's soya with bean jellies. :)

    OdpowiedzUsuń
  25. am enjoying reading your posts.:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam! Już jest dostępna nowa piosenka mojego zespołu! Zapraszam do przesłuchania: http://www.youtube.com/watch?v=TlfEwt6CGrU
    Będę bardzo wdzięczna za umieszczenie tego linku w notce bądź na facebook. Z góry dziękuję!
    Mam nadzieję, że się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Myślę, że każda osoba, która wejdzie na tego bloga wie dokładnie z czym masz do czynienia. I rzeczywiście jest to dość kiepski okres. Wydaje mi się, że nie chodzi tu o samotność, ale nagły brak czegoś, czy raczej kogoś kto zawsze był blisko. Tak jakby ktoś wyrwał kawałek Ciebie. I tu nie chodzi o moment znalezienia nowej miłość, ale o nadejście ukojenia. Ja bym to trochę porównała do rzucania palenia. Jest dziwnie bez tego, ale jak się jest wystarczająco silnym potrzeba sięgnięcia po kolejnego papierosa w końcu ustępuje. Myślę, że to sprawa aż się przyzwyczaisz, że tej osoby nie będzie. Później się przyzwyczajasz i tylko rozglądasz za kimś nowym, a potem to już jest wszystko obojętne :) Myk polega na tym, że zazwyczaj spotykamy tego jedynego wtedy, gdy o tym nie myślimy. Jak z zasypaniem. Za cholerę nie zaśniesz mocno myśląc by już usnąć :) Ja sobie to zawsze tak tłumaczyłam, że każdy związek, który się kończył był po to byśmy się czegoś nauczyli. W każdym uczymy się czegoś nowego, tak, że jak spotykamy już tego jedynego to nie popełnimy już żadnych drastycznych błędów :)
    Trzymam za Ciebie kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze popełniamy ten sam błąd :( niestety zbyt szybko oddajemy im siebie w 100% a potem zaspokajamy się ich marnymi 30 %

      Usuń
    2. Anonimowy @
      Naszą niedorzeczność dokładnie opisuje cytat - "Jedz módl się i kochaj" (swoją drogą POLECAM przeczytanie książki-daje ukojenie w takich stanach)
      „W moich stosunkach z mężczyznami występują kwestie granic. Może to jednak nie tak. Żeby mieć problem granic, trzeba najpierw mieć granice, prawda? Ja natomiast zatracam się całkowicie w osobie, którą kocham. Jestem jak błona przepuszczalna. Jeśli cię kocham, możesz mieć wszystko. Mój czas, moje oddanie, mój tyłek, pieniądze, rodzinę, psa, pieniądze mojego psa, czas psa... wszystko. Jeśli cię kocham, przecierpię za ciebie każdy twój ból, przejmę na siebie wszystkie twoje długi (w każdym znaczeniu tego słowa), ochronię cię przed twoją własną niepewnością, przeniosę na ciebie wszelkie dobre cechy, których tak naprawdę nigdy w sobie nie wykształciłeś, i kupię gwiazdkowe prezenty dla całej twojej rodziny. Dam ci słońce i deszcz, a jeśli akurat okaże się to niemożliwe, zagwarantuję ci je na przyszłość. Dam ci to i wiele więcej, aż będę tak osłabiona i wyczerpana, że odzyskam energię, tylko jeśli zadurzę się w kimś innym. Nie przedstawiam tych faktów z dumą, ale tak to właśnie z mojej strony zawsze wyglądało.”

      Usuń
  28. I dziękuję Ci za miłe słowa :)

    OdpowiedzUsuń
  29. ano wariant 3 wydaje sie byc najbardziej rozsadny ;p wlasnie,trzeba zaczac od siebie, desperackie rozgladanie sie za mezczyznami nie pomoze, bo kiedy kobieta wyglada na niezalezna toprzyciaga mezczyzn ;) Nie znienawidz mnie za to co napisze :p - ulozysz sobie zycie, jesli bedziesz postepowala zgodnie ze soba i zobaczysz, bedziesz bardzo szczesliwa. szukanie na sile milosci do niczego dobrego nie prowadzi... : ) pozdrawiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  30. love your blog :) following now!
    xx
    http://astoryaboutmem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  31. Też nienawidzę jeść w samotności. Samotność jest do kitu, bo czasem nie ma na nią sposobu.

    OdpowiedzUsuń
  32. Świetna notka, samotność-czasami jej potrzebujemy, a czasami nam przeszkadza. Pozdrawiam^^

    OdpowiedzUsuń
  33. Thanks so much for your comment on my blog!

    www.plentyforpennies.com

    OdpowiedzUsuń
  34. Dziękuję Ci bardzo za Twoje zdanie i jak dla mnie blog jest całkowicie lekiem na każde zmartwienie, problem. Mogłabym to napisać nawet na dużym bilbordzie, bo kiedy mówię głośno i szczerze o swoim problemie, o bardzo poważnym i męczącym mnie, jak ten, wtedy czuję się lżej i mam poczucie, że ludzie wtedy inaczej zaczynają patrzeć na cały świt, doceniają pewne sprawy w swoim życiu. :) Co do tego całego dietetykowania- rzeczywiście trudno z tym tak przestać z dnia na dzień. Ja bardzo to kocham, ale tez czasami nienawidzę :)

    OdpowiedzUsuń
  35. thanks so ur reply:D
    come check out my new post
    xx
    www.vnikali.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  36. "Podobno, kiedy pokocham siebie, łatwiej mi będzie dostosować się do partnera, choć trafniejszym określeniem było by, współgrać z moim wybrankiem". Nie, to nie tak, po prostu nie będziesz musiała się dostosowywać. I nie będziesz grać ani współ ani solo. Będziesz pełna, a każdy partner, czy to ten męsko- seksualny, czy żeńsko- przyjacielski będzie dodatkiem potwierdzającym szczęście. A jego brak nie będzie bolał.
    Moim zdaniem lepiej nie być w żadnym związku, niż być w związku złym, byle jakim. Zuza, bohaterka Przebudzenia Katarzyny Zyskowskiej- Ignaciak, w pewnym momencie też budzi się z marazmu. Odchodzi z pracy poniżej jej możliwości i rzuca faceta, z którym tkwi w letnim związku. Może Tobie tez trzeba przebudzenia?

    OdpowiedzUsuń
  37. Jest prosty w wykonaniu, więc możesz spróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  38. W pojedynke zawsze jest gorzej... :/

    OdpowiedzUsuń
  39. Świetny styl pisania;)
    Zapraszam do mnie ;)
    Obserwujemy?

    OdpowiedzUsuń
  40. Powiem Wam coś. Ja całe życie byłam GRUBA. Wiecie, sporo ponad setkę, wielkie cielsko i w ogóle. Co to oznaczało? Permanentny brak faceta. Przez pewien czas "spotykałam się", znaczy: to bardziej taki internetowy nastoletni romans z takim ćwierćchłopcem. W sumie tak z braku laku. Później z chłopcem z Młodzieży Wszechpolskiej, który jednak był bardziej niewyjściowy, niż ja sama. W końcu trafiłam na SWEGO. Nie jestem feministką, nie lubię feminizmu w ogóle, bo mi uwłacza. Nie widzę nic okropnego w tym, że sprzątam, gdy mój facet ciężko pracuje. Kobieta, która goni faceta do pracy, gdy on wraca zmęczony po całym dniu, jest dla mnie troglodycką paniusią. No ale trochę za daleko wyjechałam w temat. Wciąż głosić będę tezę o samorealizacji singli. NIGDY nie rozwijałam swoich zainteresowań tak mocno jak wtedy, gdy byłam sama. Mieszkając z facetem ma się inne rzeczy na głowie i choć znajduję czas na rozwijanie się (np. zaczynam od października magisterkę), tak nie wygląda to już tak jak kiedyś. Masz czas tylko dla siebie, Skarbie. Wykorzystaj go maksymalnie, bo nie wiesz, co dobrego może z tego wyniknąć :)

    OdpowiedzUsuń
  41. To dla mnie oczywiste, że najpierw trzeba pokochać siebie i mieć świadomość swojej wartości. Choć nie zaprzezcze ,że takie czekanie na księcia w marzeniach "od czasu do czasu" ma swoje uroki. W końcu wiemy czego oczekujemy. Świetny blog na pewno zajrzę ejszcze nie jeden raz Pozdrawiam i zapraszam do obserwowania

    OdpowiedzUsuń
  42. Do Limonki: kobieta, która cały dzień nic nie robi (albo ogląda seriale i rozmawia przez telefon), gdy jej mężczyzna jest w pracy i zarabia na ich wspólne utrzymanie, to nie feministka tylko zwyczajny wygodnicki leń. Przestańmy podtrzymywać takie stereotypy. Ja jestem feministką, a zarazem szczęśliwą żoną od trzech lat. Bycie feministką oznacza dla mnie tylko tyle, że jeśli ja i mąż pracujemy zawodowo, to dzielimy między siebie sprzątanie i gotowanie w miarę po równo - tak jest sprawiedliwie. Kobieta też ma prawo być zmęczona po pracy.

    OdpowiedzUsuń