poniedziałek, 3 czerwca 2013

KOTA? MIAU, MIAU

Czy każda singielka ma kota?
TAK! Na punkcie mężczyzn!
ale NIE, nie o tym będę traktować tę krótką dygresję.
Czy każda singielka ma czworonożnego przyjaciela?
Pytam, gdyż mam dość pustych powrotów do czterech ścian.

Skłamałabym i to perfidnie, pisząc z superlatywach o kotach. Ze względu na mocno zawężony krąg milusińskich muszę się do nich jednak odnosić z należytym szacunkiem. Należę bowiem do tych bojaźliwych dziwaków, którzy mają fobię na punkcie zwierząt. Walczę z tym, ale pojedynek ten przypomina walkę z wiatrakami. Tak, zaledwie od trzech lat jestem w stanie pogłaskać psa i kota, pozostała część zwierzyńca z kretesem odpada. Pies niewątpliwie wydaje się być lepszym kompanem.
PIES-PIESEK-PSIUŃCIO
mogłabym Cię mieć, nie mogę Cię mieć, chciałabym Cię mieć, ale przy moim tempie życia zawodowego... - nie chcę być złą pancią.
KOT-KOTECZEK-KOTUŃCIO.
Myśli krążą. Podświadomie wstrzymuję się, bo zakup kota to jak danie przyzwolenia na długoterminowość bycia singielką...?

z cyklu: singiel-flustracje

czwartek, 30 maja 2013

IDYLLA

Dlaczego tak trudno jest być szczęśliwą ?
Moje przyjaciółki ze szkolnej ławki mają wszystko co ja bym reflektowała: kochanych mężów, urocze dzieciaczki, wyposażone mieszkanie oraz "posadzone drzewo"
Skąd zatem, co rusz pogłoski o tym, że są nieszczęśliwe... o tym jak pragną być w mojej sytuacji?
 
 
"gdybyśmy chcieli po prostu byc szczęśliwi, dałoby sie to wnet osiągnąć. ale my chcemy być szczęśliwsi od innych, a to zazwyczaj nie jest łatwe, ponieważ uważamy innych za szczęśliwszych, niźli są w rzeczy samej" - Montesquieu

sobota, 25 maja 2013

SERCE PEŁNE UCZUĆ, SWIECI PUSTKAMI

ZAWALIŁAM.
Mr. Moto podczas spotkania był nadto otwarty, szukał porozumienia nie tylko słownego ale i cielesnego.
SPANIKOWAŁAM.
Dlaczego więc dziwię się brakiem kontaktu z Jego strony.
PYTANIE RETORYCZNE.


środa, 22 maja 2013

R U B I K O S T K A

a może z Jedyną Singielką w mieście jest jak z kostką Rubika, choćbyś nie wiem jak się starał nie dopasujesz...
 

sobota, 18 maja 2013

STAŁO SIĘ - PIERWSZE SPOTKANIE Z MR.MOTO

Moja bojaźń pojawiająca się przed każdą randką (randka = rozmowa kwalifikacyjna) została spontanicznie przerwana. Nie wiem jak to się stało, ale Mr. Moto pojawił się w moim (wynajmowanym) mieszkaniu. Niemal od razu rozłożył się na tapczanie uznając, że nie będzie się spinać, co oczywiście pozwoliło mi na ogromne: Uffffff. Rozmawialiśmy cztery godziny i pewnie trwało, by to dłużej gdyby nie próba jego zespołu.
Zbierając się do wyjścia oznajmił, że strasznie zrelaksował się u mnie i niemal natychmiast wprosił się zaraz po próbie. Przyznaję, nie odpowiadało mnie to, gdyż nocna godzina nie jest najlepszym kompanem, a ja nie wodzę na pokuszenie na drugiej randce.... Zamiast zaprotestować, przytaknęłam.
 

Po kolejnych trzech godzinach grania zadzwonił, by zrelacjonować postępy jakie poczynił zespół. Wypowiadał się bardzo żwawo, zbyt emocjonalnie i za energicznie. Znam ten ton...od razu przeszłość dała o sobie znak. GO A HELL!
Zapytał "Co zjemy na kolację?" Wymiękłam! To pytanie miało ładunek emocjonalny porównywalny z "Czy wyjdziesz za mnie?" Tak, oj tak, trzy lata bez stałej więzi jest niczym zrekonstruowanie błony dziewictwa związkowego. YES!YES!YES!
 
 
Czekałam, czekałam... i się nie doczekałam.
Kiedy zegar wybił północ postanowiłam w końcu rozłożyć łóżko i najzwyczajniej w świecie zakończyć dzień. Ledwo co wykonałam ten ruch, zadzwonił. Nie odebrałam. Nie byłam zła, ani rozczarowana. Kwestia godziny przeważyła, ot co. Wczesnym rankiem zatelefonował ponownie. Przeprosił winę zrzucając na szybko pędzący czas.

Moi drodzy, mam swoiste DEJA VU.
Czuję jakbym przeniosła się siedem lat wstecz, kiedy to Pan X rozpoczynał swoją przygodę z zespołem. Rozumiem zatem jak bardzo można się poświęcać pracy zespołowej, w tworzeniu utworów. Zawsze byłam i będę dziewczyną która daje pełne poparcie rockowym działaniom.

 

Uczucie z serii: "ale TO JUŻ BYŁO" nie opuszczało mnie ani na chwilę.
Czy aby na pewno chcę być miłą dziewczyną która czeka jak wierny piesek na faceta który oddając się pasji zapomina o całym świecie? Faceta który obiecuje że wróci za trzy godziny. Faceta który informuje, że trochę się spóźni. Faceta, który z ogromną radością wykrzykuje w słuchawce telefonu, że potrzebuje kolejnych trzech godzin, kiedy to kolacja już stygnie na stole. Ożywionego faceta który wraca do domu, kiedy ja słodko przechodzę z fazy REM na NREM. Faceta, na którym mam ochotę przeprowadzić doświadczenie pt: "Czy struną gitary można kogoś udusić?" Dlaczego cudowne wspomnienia w tym temacie są wypierane przez te negatywne? Kocham pasjonatów. Kocham pasjonatów, JESZCZE? Może jestem już za stara na podrygi gwiazdy rocka?
 
Ps. Dziękuje wszystkim za propozycje miejsca na pierwszą randkę. Dzięki Wam, stworzyłam idealny plan. Mr. Moto zaskoczył mnie jednak swoją spontanicznością.

środa, 15 maja 2013

PIERWSZA RANDKA? TAK! TAK! TAK! ALE GDZIE???


Jestem coraz bardziej otwarta, gotowa na czyny, ale dziś pogubiłam się w prawach.
Nie chcę nic "spartolić" co miało miejsce w relacjach z Mr. High. Chcę pokazać się od strony kulturalnej, nieco powściągliwej i tajemniczej.
Zatem pozwólcie, że poproszę o konsultację.
Czy pierwsza randka powinna odbyć się w miejscu publicznym, czy to raczej przestarzały trik? Mr. Moto zaprosił mnie do siebie na wino. Powinnam przyjąć to zaproszenie?

niedziela, 12 maja 2013

MĘŻCZYZNA, KTÓRY WYPADŁ ŹLE W FAZIE SMS-OWEGO FLIRTU, JEST ZŁYM OSOBNIKIEM?

Tracąc magię, tracę zapał.
Walczę z silnie zakorzenioną - klasyczną postacią mojego partnera. Dla mnie mężczyzna, który wypada źle podczas fazy flirtowania (włączając to świat wirtualny) zostaje wyeliminowany, definitywnie.
Kiedy w towarzystwie Caroliny przyznaję się do swoistego sabotażu, jej mina zdaje się mówić, bym zeszła z puchatego obłoczku utkanego z mrzonek:
- Nie można tak szybko skreślać człowieka, każdy przecież ma swoje słabsze strony i dni. Poza tym, istnieje taki byt jak "niezrozumienie", faza docierania się musi trwać - dodaje
GRYMASY MR. MOTO
Ostatnia Nasza konwersacja (sms) przebiegała w systemie burzliwym - raptownie napisał coś w stylu "Dlaczego udajesz kogoś kim nie jesteś?"
Było bardzo przyjemnie, umawialiśmy się na spotkanie i nagle z takim tekstem mi wyparowuje?! WTF! Zaczęłam się zastanawiać czy sms'uje z dwoma odrębnymi osobami... Czyżby dziewczyna dorwała się do jego telefonu? Niezrównoważony, maniakalny paranoik? Yyyyy!
Wytłumaczyłam, że nie powinien mnie oceniać skoro mnie nie zna i nic o mnie nie wie. I TAK OTO ZAKOŃCZYŁAM TĘ ZNAJOMOŚĆ. Kiedy zadzwonił, nie odebrałam.

Procentowe przyznanie racji Caroli.
Opróżniając butelkę wina zadzwoniłam/oddzwoniłam. NIE BYŁAM PIJANA, NI WSTAWIONA! Jak bum cyk - cyk, PRZYSIĘGAM! Po prostu odczułam silną potrzebę potwierdzenia lub też zaprzeczenia tezy Caroliny "Faza docierania musi trwać?" Nie odebrał. HA! MIAŁAM RACJĘ, TO KUTAFON! Po minucie owy jaśniepan zadzwonił. Odebrałam-migiem. Gadu gadu, gadu gadu...
Do momentu...
Wypomniałam mu, że nie powinien pisac do mnie w taki sposób, DO K**** NĘDZY!
- OFICJALNIE OŚWIADCZAM, IŻ NIE ODPISUJĘ NA TWOJE SMS'Y. NIE CHCĘ ZASTANAWIAĆ SIĘ W JAKIM CELU TAK SIĘ DO MNIE ODZYWASZ, TY CZY TWOJA DZIEWCZYNA, CZY TWOJE ŚRODKI POBUDZAJĄCE.
Przyznał, że to tylko sms'owe żarty, że nie takie było ich przeznaczenie. W ramach rekompensaty zaprosił mnie na wspólny spacer.
Jestem już gotowa. Pragnę nowego roMANsu tak silnie, że za kilka dni mimo sprzeciwu lekarzy, potraktuję oko odpowiednimi kosmetykami I W DROGĘ SINGIELKO! KONIEC AUTODESTRUKCJI!